|
Ekspozycja
Dorota Chilińska: Walkirie film DVD
Agata Zbyluti: Kocham Cię , fptografia , Aleksandra Ska Tipe, obiekt
 Anna Orlikowska: Cisza, fotografia , Izabella Gustowska: rango, Lightbox
 Marta Pszonak:: Źródło, fontanna Aleksandra Ska: Spinka I , instalacja, Katarzyna Górna: Madonny, Pieta
 Małgorzata Markiewicz:: Flower , fotografia
Wystawa dofinansowana przez Miasto Stołeczne
Warszawa
Sprzęt multimedialny udostępniła firma Samsung
|
|
LILIT (kobieta
jako fenomen nasycony) Wystawa multimedialna w trzech odsłonach:
Mamidło - 10.05. – 26.05. 2007,
Lilit - 31.05. – 15.06.2007,
Św. Bernadetta - 19.06. –
30.06.2007.
Kuratorzy: Kazimierz Piotrowski,
Aneta Marcinkowska-Muszyńska Miejsce: Galeria
Program
Jeśli kobiety czerpały największą siłę w
moralności, to czego będą musiały się chwycić, żeby odzyskać z powrotem tę samą
pełnię władzy, kiedy moralności zaniechają?
Friedrich Nietzsche, Ludzkie, arcyludzkie
(1878) t. 1,
przeł. K. Drzewiecki, Warszawa 1908, s. 344.
Galeria Program 31 maja
otworzyła o godz. 19 drugą odsłonę wystawy Mamidło.
Kobieta jako fenomen nasycony. W pierwszej – pod wyjściowym tytułem Mamidło - prezentowane były dzieła
wyłącznie mężczyzn, wśród których znaleźli się tak różni artyści, jak Stanisław
Szukalski, Tadeusz Kantor czy Józef Robakowski, Łódź Kaliska i Zbigniew Libera.
Połączyła ich wizja kobiety: kosmicznej, matki, kochanki, artystycznego medium
czy przedmiotu, którym można manipulować. Wystawa Lilit (tytuł zaczerpnięty od imienia zbuntowanego starożytnego
demona żeńskiego) całkowicie odmienia perspektywę, oddając tym razem głos
artystkom radykalnie myślącym o swej kobiecości i jej społeczno-kulturowym
kontekście. Dzieła swe zaprezentują artystki dojrzałe oraz – co szczególnie
interesujące - początkujące: Anna
Baumgart, Dorota
Chilińska, Katarzyna
Górna, Iza
Gustowska, Zuzanna
Janin, Katarzyna
Kozyra, Natalia Lach-Lachowicz, Małgorzata Markiewicz,
Anna Orlikowska,
Aleksandra
Polisiewicz, Marta
Pszonak, Aleksandra Ska, Anna Syczewskai Agata Zbylut.
Ta część wystawy stawia pytanie, jaki jest obraz kobiety konstruowany przez te
polskie artystki, które wyraźnie odrzucają poprzedni męski, ale i katolicko-patriarchalny
i państwowy punkt widzenia, walcząc nawet z mężczyznami czy ośmieszając, jak
Kozyra, Nietzschego – tego zapamiętałego krytyka feminizmu. Czy obraz kobiety
jest tym razem prawdziwy i sprawiedliwy czy może ulega kolejnemu zafałszowaniu?
Lilit potrwa do 15 czerwca, a
następną odsłonę wystawy – ostatnią – będzie stanowić Św. Bernadetta.
The presentation refers to women position in the society, the scope of her privileges, the function directed by culture habits, and her responsibilities. In the first part of the exhibition, there are men speaking, they present the masculine tradition. Woman is shown as she was seen by her father, husband and brother. more info
about exhibition / o wystawie 
Tekst krytyczny Kazimierza Piotrowskiego:
Mamidło – Lilit – Św. Bernadetta (kobieta jako fenomen nasycony) wystawa w trzech odsłonach w Galerii Program V – VI 2007
Punktem wyjścia dla naszej wystawy jest następująca uwaga Kanta: We wszelką maszynę, za pomocą której ma się wykonać to samo przy mniejszej sile, co za pomocą innej przy większej, trzeba włożyć k u n s z t. Dlatego z góry można przyjąć, że przezorność natury włożyła więcej kunsztu w organizację żeńskiej połowy niż męskiej – ponieważ wyposażyła ona mężczyznę w większą siłę niż kobietę [...] . Myśl tę podjął też Nietzsche w Ludzkim, Arcyludzkim (1878), gdy pisał, że kobieta ukazuje, co natura była już w stanie osiągnąć, zaś mężczyzna, co musi jeszcze przezwyciężyć. Gra toczy się więc o najdoskonalsze stworzenie ewolucji, ale też o produkt koewolucji wzgl. korewolucji, w której wszyscy bierzemy udział, nasycając ten kunsztowny twór natury. W towarzyszącej wystawie publikacji skoncentrujemy się zatem najpierw na antropologii Kanta, który chociaż był wyrazicielem ducha Oświecenia, nie wyzbył się starego stylu myślenia o kobiecie. Niewątpliwą jednak zasługą krytycyzmu Kanta jest sformułowanie podejrzenia, że przypisywana zwyczajowo kobietom niewinność (trzeźwość, panowanie nad sobą...) jest podyktowana po prostu ich słabością. A zatem możemy powiedzieć, że niewinność ta jest tylko omamem, chociaż zmysły codziennie przeciwko temu stwierdzeniu nadal świadczą, gdyż kobiety daleko lepiej prowadzą się niż mężczyźni. Kolejne dekady dobitnie wykazały, że wraz z postępem demokratyzacji one ten brak siły fizycznej rekompensują sobie siłą cywilną, która umożliwia ideologię i praktykę feministyczną. Lecz czy to oznacza, że kobiety osiągają dziejową samowiedzę i ugruntowują własną tożsamość, czy też zakładają kolejną maskę i przepoczwarzają się w inne mamidło? Słabszy kobiecy bios jest zatem na naszej wystawie zgodnie z tradycją najpierw opisywany w kategoriach patronimicum , by z czasem jako z natury kunsztowniejszy i bystrzejszy (Mutterwitz) zawładnąć polem dyskursu, jak przepowiedział Nietzsche, który dostrzegał symptomy nadchodzącego okresu burz i walk kobiecych - feminizmu. Jego stosunek do feminizmu, przynajmniej tego, który wówczas obserwował, jako zjawiska prodemokratycznego, a wiemy, że demokracji nie cenił, był negatywny. Feministyczny to ujawniający cechy kobiece w mężczyźnie, to niekiedy tyle, co gorszy, artystyczny, niefilozoficzny, ckliwy, egzaltowany i niezbyt zrozumiały, będący oznaką niższej kultury. Dlatego właśnie negatywnie oceniał Nietzsche procesy emancypacji kobiet, przepowiadając, że kiedyś kobiety przejmą wszystkie cnoty i zalety mężczyzn, ale też ich strony słabe i występki (jak dziś Kozyra obnosząca się bezwstydnie z penisem). Będzie to okres trudny do zniesienia dla mężczyzny. Jak wytrzymać takie życie, gdy – ubolewał Nietzsche - kobiece głupstwa i niesprawiedliwości, ich prastare przyzwyczajenia będą utrzymywały przewagę nad tym, czego nauczyły się? Będzie to czas, w którym gniew będzie stanowił właściwe uczucie męskie - gniew, że wszystkie sztuki i nauki zalewa i zamula niesłychany dyletantyzm, że filozofia umiera od paplaniny, przyprawiającej o pomieszanie zmysłów, że polityka staje się fantastyczniejsza i bardziej partyjna niż kiedykolwiek, że społeczeństwo zupełnie się rozkłada, ponieważ chronicielki dawnej moralności same stały się śmieszne dla siebie i dążą w każdym względzie do tego, żeby stanąć poza moralnością. Jeśli kobiety czerpały największą siłę z moralności, to czego będą musiały się chwycić, żeby odzyskać z powrotem tę samą pełnię władzy, kiedy moralności zaniechają? Byłby to okres odwrócenia obowiązującego męskiego prymatu, jednakże okres przejściowy, trwający być może ... kilkaset lat. Jasno widać, że w tej trosce o moralne źródło siły cywilnej kobiet w społeczeństwie, Nietzsche reprodukuje dawne mamidło niewinności kobiecej ukonstytuowane i nadwerężone podejrzeniem Kanta (które oczywiście i on podziela), zaś sobie i innych wolnym duchom ukazuje perspektywę nadludzkiego immoralizmu. Z tego nie omieszkały skorzystać feministki. Doznawszy więc wyzwolenia czy skażenia: emancypacją, władzą, pokusami seksualnej przemocy czy śmiesznej frywolności, kobieta odrzuciła dotychczasowy swój obraz jako stworzone przez mężczyzn (i poniekąd przez siebie) mamidło. Wyswobodziła się z kokonu zmaskulinizowanej historii i przepoczwarzyła się w swych najbardziej skrajnych postaciach jakby w Lilit (starożytnego żeńskiego demona), tworząc swój własny design. Kultura, zatraciwszy dotychczasowe equilibrium, pogrążyła się oto zgodnie z przepowiednią Nietzschego w natłoku i walce mamideł. Niemniej, można zapytać, czy pozostają one równorzędne? Czy – idąc za Kantem i Nietzschem – nie powinniśmy uznać w kobiecie właśnie najdoskonalsze dzieło natury, lecz nie po to by zginąć bez sensu w tej wojnie kulturowej? Okazuje się to chyba możliwe. Jest podstawa do optymizmu i szansa przekroczenia ograniczonej antropologicznej perspektywy. Czymże bowiem jest ów fenomen, jakim pozostaje od 1879 roku ciało św. Bernadetty? Rozmaite mamidła - jakie przez wieki męska i żeńska ludzkość stworzyła na temat kobiety - tracą swoją partykularną moc w konfrontacji z tym osobliwym ciałem, które wbrew prawom natury zdaje się nie podlegać rozkładowi. Jako kuriozalne dzieło kunsztu Natury Stwarzającej (Natura Naturans) te wyjątkowo plastyczne i świeże kobiece zwłoki wymagają w dzisiejszych czasach szczególnej filozoficznej uwagi i estetycznej, artystycznej oprawy. Trójstopniowy układ naszej wystawy nawiązuje zatem do historycznego przejścia: od kobiety traktowanej i pojętej jako przedmiot, kobiety poddanej patriarchalnej pobożności, następnie jako kobiety buntującej się, stającej jako wolny podmiot obok mężczyzny - jak on powołanej do człowieczeństwa czy nadczłowieczeństwa, a więc kobiety, której ontologiczna i antropologiczna struktura zostaje zaktualizowana i uzupełniona o brakujący jej potencjał siły (nie tyle fizycznej, gdyż jej naturalna słabość pozostaje nadal ewidentna, lecz siły cywilnej), i wreszcie przezwyciężona czy przynajmniej skaleczona, gdyż powinna ona wedle namowy Nietzschego poddać się uszlachetniającemu szczepieniu (nawet przez zwyrodnienie) i otworzyć się – by użyć postulatu Heideggera z Listu o humanizmie (1946) – na uderzenie bycia. Kobieta powinna zatem poddać się Mocy, która pozwala istoczyć się kobiecie? Idzie tu w końcu o zjawienie się kobiety w tym arcydziele – jakim ona jest wedle Apokalipsy, ale i wedle Kanta czy Nietzschego. Idzie o obraz kobiety, o jej widzialność, którą chcemy tu pojmować z pomocą Jeana-Luca Mariona, poszukując wraz z nim nowej perspektywy badawczej - od fenomenologii przedmiotu, poprzez fenomenologię bycia (Dasein) do fenomenologii Daru (Donation). Donacja idzie dalej niż przedmiotowość czy bycie, ponieważ przybywa z większego oddalenia: będąc najwyższą postacią fenomenalności, poprzedza i przekracza wszelkie inne określenia . Poszczególne odsłony wystawy pozwalają zatem prowadzić naszą refleksję ku kobiecie jako fenomenowi nasyconemu (le phénomène saturé według Mariona), a tym samym przekroczyć idolatryczną intencjonalność sztuki, która często usiłuje poprzestać na swej własnej wizualności. Kobieta, jako z natury słabsza, ale i kunsztowniejsza, zmuszana i nauczona przez wieki podlegać wpływom, zyskuje dzięki tej nowej perspektywie fenomenologii donacji wyjątkowa pozycję w dziejach woli mocy, ponieważ doskonale potrafi Dar przyjąć i osiągnąć świętość, czyli nietykalność, o której przez wieki marzyła. Dzięki Marionowi możemy ten mistycyzm uwspółcześnić i dać mu fenomenologiczne, postmetafizyczne ugruntowanie, wskazując, że zarówno miłość, jak i piękno, nie są redukowalne ani do bytu, ani do bycia, ponieważ należą do sfery irrealności i niewidzialności danej w obrazie. Ten postmetafizyczny (i teologiczny) zwrot fenomenologii - podejmującej zgodnie ze swą tradycją możliwość – również możliwość Objawienia - łatwiej zrozumieć po lekturze tekstu Intencjonalność miłości (1984) Mariona . W doświadczaniu miłości pojawia się aporia jak w pojmowaniu świadomości, która nigdy nie jest świadomością siebie, bo jest tylko świadomością przedmiotu. Miłość byłaby wedle Mariona uprzywilejowanym przypadkiem intencjonalnego przeżycia świadomości całkowicie wyobcowanej. Bo miłość nie jest bytem, lecz dotyczy wyłącznie potencjalności bytu - możności pokochania. Dlatego nigdy nie doświadczamy Miłości wprost jako fenomenalności bytu – należałoby ją w końcu może pisać z dużej litery, właśnie w miłosnej mowie, w języku szacunku i chwały, chociaż zawsze mamy do czynienia tylko z jej pseudointerpretacją (i z potrzebą dyskursu apofatycznego), gdyż Miłość sama jest interpretacji niedostępna. Jeśli Derrida dekonstruował zastane interpretacje i podkreślał permanentny moment odwlekania obecności sensu, to fenomen nasycony - jakim jest ciało św. Bernadetty – jest właśnie świadectwem odwlekania destrukcji i śmierci. Jest to wzmożona manifestacja obecności – widzialności tego, co dane, a zarazem jego niewidzialnego przejawiania się – donacji. Dar – jakim jest wydane nam ciało i sama nasycona fenomenalność kobiety - wymaga zatem od nas decyzji chcenia widzenia (a nie jego dekonstrukcji), bezwarunkowej zgody woli i czystego serca (wolnego od wszelkiej idolatrycznej ideologii – modernistycznej czy postmodernistycznej, prawicowej czy lewicowej, maskulinistycznej czy feministycznej) na przyjęcie tego, co wyłania się dla samej manifestacji widzialności piękna i wzniosłości, które nie mogą – zdaniem Mariona - zostać zredukowane do prawdy bytu czy bycia. Redukcja do donacji umożliwia nam uporanie się z tym mamidłem i pomaga usłyszeć wołanie ikony. Kazimierz Piotrowski
·
więcej
informacji można uzyskac od : e.lisik@artprogram.pl ·
lub w galerii Program: Ewelina Lisik tel +48 022 6354044 www.artprogram.pl
|