|
Izabella Gustowska „Sztuka trudnego wyboru I-2006” (Life is a story) Giambattista Bodoni, bohater powieści Umberto Eco „Tajemniczy Płomień Królowej Loany” obudzony ze śpiączki powypadkowej odkrywa, że dotknięty został bardzo intrygującą i nietypową przypadłością. Nie wie, kim jest i nie może rozpoznać swoich bliskich, doskonale za to pamięta wszystko, co kiedykolwiek w życiu przeczytał. Utraciwszy pamięć autobiograficzną zawierającą całe osobiste doświadczenie porozumiewa się z otoczeniem językiem cytatów literackich. Przedziera się, więc, przez pamięć papierową i usiłuje dotrzeć do swojej własnej przeszłości i odkryć swoją prawdziwą tożsamość. Okazuje się, że dzieła literackie zawierają w sobie tak ogromny katalog doświadczeń i emocji, że każdy stan ludzkiej psyche może odnaleźć dla siebie właściwą figurę stylistyczną, odpowiedni obraz, opis i cytat. Jako czytelnicy przeżyliśmy już wszystko lepiej i piękniej niż w rzeczywistości, kulturowa pamięć tekstu z powodzeniem zastąpić może ułomną pamięć indywidualną. Jako twórcy stajemy przed ponowoczesnym dylematem końca autentycznej narracji i wyczerpania konwencji. Pamięć literacka, jest dziś jednak pamięcią staroświecką, bo media elektroniczne wypełniają czas, który kiedyś edukacja i przyjemność skłonne były poświęcić czytaniu. Z łatwością, zatem możemy wyobrazić sobie sytuację, w której ze śpiączki nie budzi się opisany przez Eco antykwariusz Bodoni, ale na przykład pracownik wypożyczalni wideo, taki, jakim był przez lata Quentin Tarantino. Pamięć kulturowa takiego człowieka składałaby się z niezliczonej ilości obrazów filmowych. Każde doświadczenie przypominałby sobie poprzez cytat filmowy. Choć dzisiaj, kiedy filmy przepełnione są cytatami z innych filmów, nie bylibyśmy już pewni pierwotnego punktu odniesienia. Kultura literacka wyparta została przez kulturę wizualną, która za pośrednictwem mediów przenika każdy aspekt naszego życia, staje się często naszym życiem równoległym, które wciska się w szczelinę pomiędzy jawą i snem. Kultura wizualna jak pisze Nicholas Mirzoef nie jest częścią naszej codzienność, lecz jest nasza codziennością. Jedną z najbardziej uderzających cech tej kultury jest tendencja do wizualizowania rzeczy, które same w sobie wizualne nie są. Dzisiaj wszystko, począwszy od rytmu bicia serca a skończywszy na wynikach wyborów parlamentarnych tłumaczone jest na język wykresów, diagramów i ekwiwalentów graficznych. Głowa każdego z nas przepełniona jest do granic możliwości powodzią obrazów, fotografii i filmów, z których wiele zachowało się w malutkich fragmentach a inne albo są wyobrażone i nierzeczywiste albo tak pomieszane z naszym własnym życiem, że nie jesteśmy w stanie wiarygodnie ich od siebie odróżnić. Taki właśnie stan umysłu zdaje się pokazywać najnowszy cykl prac Izabelli Gustowskiej. Przefiltrowane przez uspokajające zielone światło widmowe obrazy układają się w ogromny katalog gestów, ruchów i dźwięków, które znamy, widzieliśmy na ekranie, wyobraziliśmy sobie i przeżyliśmy do tego stopnia, że stały się naszą codziennością, naszą drugą naturą. To przenikanie rzeczywistości filmowej do świata wyobraźni pomieszanego z realnym doświadczeniem znajduje się na przeciwnym biegunie wektora wyznaczonego przez „Untitled film stills” Cindy Sherman. Ten klasyczny dziś cykl fotografii ukazywał rzeczywistość, która jawiła się jako wycięta klatka filmowa. „Trudna sztuka wyboru” podsuwa nam obrazy filmowe, które oswojone zostały do tego stopnia, że stają się częścią życia. Patrząc na fotografie Sherman jesteśmy niemal pewni, że: widzieliśmy ten film, patrząc na wideo Gustowskiej myślimy, że jest to fragment naszych własnych wspomnień. Katalog obrazów zebranych przez Izabellę Gustowską, uporządkowany jest pomimo i w poprzek opowiadanych przez nie historii. Bo w zbiorze tym nie są ważne poszczególne linie narracyjne, ale zatrzymane w czasie momenty, które uporczywie powracają zamknięte w niekończących się pętlach. Patrzymy, więc na pocałunki, rozmowy telefoniczne, wznoszone toasty, zapalanie papierosa, picie kawy i wiele innych gestów, które nie są tylko wykonywanymi czynnościami, każdy z nich niesie ze sobą konkretny przekaz mowy ciała, jednostkowej charyzmy i świadomości kulturowej. Nowy projekt Izabelli Gustowskiej jest także swoistym komentarzem jej własnej twórczości i próbą podsumowania fragmentów ogromnego dorobku artystki. Jej prace od wielu lat pokazywane są przede wszystkim jako konsekwentnie zrealizowane cykle o określonej tematyce. Tytuły: „Względne cechy podobieństwa”, 'Płynąc“ „Sny”, „Śpiewające pokoje“ „L'Amour passion”,”, podpowiadają, że autorka nie tworzy swoich prac bez planu i przypadkowo. Jak powiedziała mi kiedyś, najpierw pojawia się problem a dopiero potem obraz. Temat określa pole poszukiwań, a rezultat jest owocem długiej analizy i konsekwentnego poszukiwania różnych możliwości. Oczywiście nie jest to proces pozbawiony wpływu intuicji i przypadku, które mają w tych poszukiwaniach swoja ważną rolę. W cyklach tych Gustowska prezentowała widmową, płynną rzeczywistość, która znajdowała się zawsze gdzieś na skrzyżowaniu snu i jawy. Obydwie rzeczywistości odnajdywały się pomiędzy pokazywanymi na wystawach konkretnymi monumentalnymi często obiektami z metalu i dematerializowały się dzięki mediacji fotograficznej i dyskretnemu przejściu w obraz będący efektem projekcji lub odbicia. Najnowszy cykl Gustowskiej także posiada dwojaką naturę, z jednej strony jest to efemeryczna projekcja przepływających obrazów, z drugiej kolekcja emanujących własnym światłem zatrzymanych obrazów fotograficznych. W pracach realizowanych jeszcze w latach dziewięćdziesiątych bardzo ważny był nie tylko całościowy odbiór, ale poszczególne fragmenty. Były to najczęściej zapętlone obrazy rejestrowane w bezpośrednim otoczeniu autorki. Spacer nad morzem, kot, sceny z pobliskiego parku, proste czynności: nalewanie herbaty, pocałunek, chodzenie... Wszystko to przefiltrowane przez monochromatyczna zasłonę zieleni lub czerwieni zamieniało zwykłość w niezwykłość. Efekt ten powstawał dzięki oderwaniu rejestrowanych fragmentów rzeczywistości od ich pierwotnego kontekstu i przemianie ich znaczenia z fragmentu rejestracji w ruchomą wersję znaku. Znaki te nie są jednak puste, ponieważ ich znaczenia wyrażane są zazwyczaj poprzez kobiece ciała. I choć w najnowszym cyklu nie wydaje się to aż tak oczywiste, to według Izabelli Gustowskiej właśnie kobiety emanują największą energią i charyzmą i to one najpełniej i najdoskonalej odnajdują się w zniewalającym blasku ekranów. Znaki tworzone przez Gustowską komunikują mediację i transgresję pomiędzy różnymi płynnymi stanami rzeczywistości, między jednostkowym, intymnym doświadczeniem a formą języka uniwersalnej komunikacji. W ten sposób język zostaje nacechowany emocją, która pozbawia go obiektywności, do której aspiruje i ulega swobodnie narracji wprowadzonej przez artystkę. Wydaje się jednak, że „Trudna sztuka wyboru” powstaje na przekór temu kierunkowi rozumowania. Jeszcze w 2001 roku artystka mówiła mi, że sama stwarza swoje obrazy i nie widzi potrzeby używania obrazów obcych. Okazuje się jednak, że tym przypadku to obecna w uniwersalnej świadomości ikona staje się zapisem indywidualnego doświadczenia każdego z nas. „Wierzę w siłę wyobraźni, która jest wstanie spowodować, że człowiek rzeczywiście przenika przestrzenie i miesza rzeczywistości w sposób zupełnie swobodny..- Mówiła mi Izabella Gustowska przy okazji wystawy w Zamku Ujazdowskim w 2001 roku - w swojej twórczości widzę właśnie takie możliwości przekraczania. Raz jesteśmy po tej stronie lustra a raz po tamtej. Oczywiście powtarzamy swoje gesty, ale one nie są do końca takie same i swobodnie przepływamy między tą rzeczywistością a rzeczywistością wyobrażeniową, iluzyjną. To, co mnie interesuje i do czego dążę, to jest pewnego rodzaju fluidalność, wytracanie swojej realności, swojej cielesności na rzecz efemeryczności i transparentności.” „Trudna sztuka wyboru” całkowicie zatopiona w symultanicznej lawinie dźwięków i obrazów stawia widza w szczególnej sytuacji. Stając jednocześnie przed tak wieloma kuszącymi nas obrazami musimy podjąć decyzję w jaki sposób będziemy poruszać się po tym labiryncie gestów i znaków, gdzie zatrzymamy się na dłużej, które obrazy będziemy ignorować a do których powracać. W ten sposób sztuka odbioru przybliża się do życia, które jak mówi nam Izabella Gustowska polega właśnie na trudnej sztuce wyboru... Marek Wasilewski |
Galeria PROGRAM |
|
|